(Nie)święci apostołowie

Dwunastu różnych chłopów wybranych przez Mistrza na swoich uczniów. Spokojni
i porywczy, kochający i zdradzający, bardziej i mniej wierzący, odważni i strachliwi, czyli przegląd prawie całego społeczeństwa i ludzkich postaw. Gdyby przyjrzeć się ludziom, których Jezus wybrał na swoich uczniów, to można by powiedzieć, że była to mało reprezentatywna grupa ówczesnego narodu izraelskiego. Czasami myślimy o apostołach, jakby od razu urodzili się świętymi, albo że wszystkie sprawy dotyczące apostołów odnoszą się tylko do współczesnego duchowieństwa, a nie do całego Kościoła. Tymczasem każdy z nas może odnaleźć w nich dużo więcej podobieństw do każdego z nas, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.

Można by powiedzieć, że Jezus wybrał na swoich uczniów „reprezentantów” różnych grup, dzisiaj powiedzielibyśmy, społeczno-kościelnych. Andrzej – uczeń Jana Chrzciciela, więc można stwierdzić, że był już członkiem jakiejś wspólnoty. Piotr, Jakub i Jan – właściciele przedsiębiorstwa rybnego.  Mateusz – celnik, czyli konfident władzy okupacyjnej. To tak jakby dzisiaj wsadzić do jednej grupy drobnych biznesmenów, urzędników, członków różnych wspólnot modlitewnych, np. odnowy w Duchu Świętym, tradycjonalistów itd. Nie może też zabraknąć Judasza, którego samo imię stało się dla nas synonimem zdrajcy. Taka zbieranina różnych ludzi wędrowała z Mistrzem przez 3 lata, słuchając Jego nauk.

W Piśmie Świętym mamy wiele przykładów, że daleko im było do bycia świętymi. Gdy Chrystus mówi o swojej męce i śmierci, ci spierają się, który z nich jest najważniejszy (Mk 9, 30-37). Piotra, pierwszego papieża, Jezus nazywa szatanem, gdy ten nie myśli po bożemu, tylko po ludzku (Mt 16, 21-23). W czasie ostatniej wieczerzy, gdy Jezus powiedział, że jeden z nich zdradzi, każdy zajmował się sobą i brał pod uwagę, że to on sam może być zdrajcą. Co więcej, jakie musiały być relacje pomiędzy nimi, jeśli żaden z nich nie wyszedł za Judaszem, gdy ten poszedł wydać Jezusa (J 13, 21-30). Również wiedzieli, że Judasz podbiera pieniądze z ich wspólnej kasy (J 12, 6). Kiedy Jezus zapowiedział, że wszyscy w niego zwątpią, każdy z nich się zarzekał, Piotr już najbardziej, że nawet życie swoje oddadzą za Niego. Parę godzin później w Ogrójcu wszyscy uciekli, a Piotr
3 razy się Go wyparł (Mt 26, 31-35 i 26, 56 i 69-75). Trochę mało reprezentatywna grupa pierwszych głosicieli Ewangelii.

Zastanawia mnie, dlaczego Jezus wybrał właśnie ich? Przecież na pewno było wielu lepszych, świętszych, takich, którzy bardziej nadawali się do zaniesienia Ewangelii na cały świat. Dlaczego wybrał tych, którzy go zdradzili i opuścili w najważniejszych chwilach? Marek w swojej Ewangelii pisze tak: „Potem wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby mu towarzyszyli, by mógł wysłać ich do głoszenia nauki” (Mk 3, 13-14). Jezus sam chciał mieć przy sobie grupę ludzi grzesznych i niedoskonałych,
a nawet zdrajców. Nie ma takiego człowieka, takiego grzesznika, choćby nawet wydał Syna Bożego, który by nie mógł do Niego przyjść i z Nim przebywać.

Oczywiście, można też chodzić z Nim, być z Nim, słuchać Go przez trzy lata albo dłużej
i nadal niewiele rozumieć, pomylić się w swoich oczekiwaniach, jak uczniowie idący do Emaus, którzy byli zasmuceni, ponieważ spodziewali się, że Mesjasz wyzwoli państwo Izraela spod okupacji rzymskiej (Łk 24, 13-35). Uczniowie czasami nie rozumieli Jezusa, bo spodziewali się od Niego czegoś innego. On im opowiadał o miłości, a oni kłócili się, kto jest ważniejszy. Można by powiedzieć, że w ich sercach było za dużo przyziemnych spraw, a za mało miejsca na miłość.

Dlaczego teraz czcimy ich jako świętych? Czy dokonali później jakiejś refleksji? Zrozumieli, że się pomylili, że nie mieli racji? Czy zawzięli się w sobie, że teraz już będą doskonali i święci? Dopiero po zesłaniu Ducha Świętego wyszli na świat i zaczęli głosić Ewangelię z mocą. Po pierwszej przemowie Piotra nawróciło się ok. 3000 osób! (Dz 2, 1-40). Kiedy zabierają apostołów przed radę kapłanów żydowskich, już żaden nie wypiera się Jezusa, chociaż ci planują ich zabić. Co więcej – cieszą się z tego, że mogą cierpieć dla Pana (Dz 5, 17-41). Zostali przemienieni mocą Ducha Świętego, którego każdy z nas otrzymał w chrzcie i bierzmowaniu. Jest to ten sam Duch, dzięki któremu Piotr przy pierwszej mowie nawrócił 3000 ludzi, ten sam Ducha dzięki któremu mieli siłę, aby pójść na krańce świata i nauczać wszystkie narody, aż po śmierć męczeńską. Ich świętość stąd się bierze, z Ducha Bożego, który chce udzielić takiej świętości każdemu z nas.

Na początek

Na drodze do Damaszku, jak opisują to Dzieje apostolskie, Szaweł spotkał Chrystusa. To spotkanie przemieniło całe jego dotychczasowe życie. Każdy z nas ma swój „Damaszek”, bardziej lub mniej sensowny, czasem może nawet bardzo odległy i niewyraźny. Być może spotkałeś na tej drodze wyjątkową osobę – Jezusa Chrystusa i to spotkanie Cię przemieniło. Jedni już go spotkali, inni nadal oczekują, a kolejni nawet się tym nie interesują.

Na tym blogu będą pojawiały się teksty dwójki ludzi, którzy spotkali już na swojej drodze Chrystusa, mających świadomość i pragnienie ciągłego spotykania Go na nowo. Będą to teksty dotyczące, wiary, teologii, Kościoła, czy, najogólniej mówiąc, wszystkiego, co wydarza się w naszym życiu, a jest związane z tym wyjątkowym spotkaniem na drodze do Damaszku. Jeśli jakieś teksty pomogą Ci w poznaniu tej najważniejszej osoby – Jezusa Chrystusa, to będziemy się bardzo cieszyć. Jeżeli będziesz uważał je za głupoty, to westchnij za nami do Najwyższego o trochę rozumu dla nas 🙂